Okiem MG

Ikona

Just another WordPress.com site

To była dobra sesja.

To była dobra sesja. Zaczęło się od poważnej rozmowy, a później było coraz lepiej – integracyjny obiad, mózgowanie i w końcu klifiki hangerek.

Ale po kolei.

Gwen zaprosiła Sylwię i Jess na obiad (pomijam drobny szczegół, że obiad robiony był przez P. Haddson :P). Tradycyjny angielski obiad. I gdzieś między głównym daniem, a deserem nastąpiła wymiana informacji i decyzja o nabyciu ziemi po zamordowanym pracowniku PharmTechu. Szczęśliwym nabywcą okazała się Sylwia.

Następnie okazało się, że Ian wcale nie jest z Wewnętrznego i do tego przyjechał z londyńskiej Fundacji. A Victor jest tak bardzo z nielondyńskiej Fundacji, że podchodzi do bycia w niej od drugiej strony.

I najważniejsze na koniec. Udało się przesłuchać „Czarną Królową”, która udzieliła kilku ważnych informacji. M. in., że do miasta wrócił dawny Mistrz ich sekty oraz, że podczas Nocy Koszmarów wszyscy członkowie sekty zostali zamknięci w jednym domu, który został „zignorowany” przez źródło Nocy Koszmarów. Dzięki czemu mogli przez ostatnie 30 lat rozwijać się bez przeszkód. Dodatkowo wyszło, że są mocno powiązani z PharmTechem.

Wisienką na torcie była ostatnia scena z sesji – okazało się, że ta sama osoba, która zamordowała Wilkołaki w jakiś sposób wydostała z celi Czarną Królową i chciała przekazać ją czterem członkom Niebiańskiego Chóru w ramach spłaty długu. Niestety obrazili jej Bezimiennego boga i zabiła wszystkich. Włączając w to Czarną Królową.

A. I Loki zapowiedział, że niedługo drużyna zagra partyjkę przeciw niemu.

Reklamy

Kategoria: Uncategorized

Nienawiść do kończyn.

Ewidentnie wczorajsza sesji minęła pod znakiem Nienawiści do Kończyn. Jak nie Iki przebijająca strzałą przedramię biednego bandyty, to Naji ucinający na prawo i lewo kończyny dolne rzeczonym bandytom. Wisienką na torcie było powalenie konia w wykonaniu Tanako (??). Chyba nie muszę mówić jak to zrobiła?

Generalnie wprowadzenie nowej postaci przeszło bez bólu, było płynne i w zasadzie trzymało się kupy. Ale to duża zasługa graczy :)

Co do samych wydarzeń to udało się dowieść rannego pseudoronina do herbaciarni, podleczyć go na tyle aby mógł jechać na wozie dalej. Jednocześnie Iki pogłębiła swoją znajomość z Rei. Po wyruszeniu w dalszą drogę najpierw napadli ich nieszczęśni bandyci, którzy nawet nie wykonali jednego skutecznego ataku. Nie. Nawet nie zdążyli wykonać jakiegokolwiek ataku. Ostateczny atak przeprowadziła na nich 3 Daidoji. Jeden nawet nie dojechał, drugiemu ktoś otworzył jamę brzuszną, a trzeci połamał się jak jego koń stracił nogę.

Po dotarciu do celu nasza wesoła ferajna dowiedziała się, że Kamiko ma zostać wydana za mąż za… DADAM !!! Lwa !!

Zasejwowaliśmy po kłótni między siostrami i otrzymaniem przez Roninów nowego zadania – przekradnięcia się na ziemie Lwów i odkrycie brudów na przyszłego (niedoszłego) męża Kamiko.

Kategoria: Uncategorized

Roninów kilku

Po przedsesyjnej burzy mózgów przypomnieliśmy sobie większość wydarzeń jaka miała miejsce przed przerwą. W telegraficznym skrócie:

Była sobie Banda Roninów. Rzeczona Banda Roninów została wrobiona w zabójstwo Daimyo i niemal wymordowana do nogi. Niemal. Przeżyli gracze. Udało im się wstąpić na służbę do córki ofiary. Córka jest Żurawiem. Ich pierwszym zadaniem było odbicie Młodszej Siostry Córki z rąk Lwów, gdzie wbrew własnej woli miała wyjść za Lwa. Z pomocą Gaijinów i Honorowego Lwa (który po wszystkim popełnił seppuku) udało im się ją odbić i dostarczyć do Córki. W nagrodę zostali wciągnięci na listę płac i przydzieleni Młodszej Siostrze jako osoby do czarnej roboty.

Na ostatniej sesji mieli odnaleźć zaginionego syna pomniejszego Daimyo, żeby zapobiec masowemu seppuku po śmierci Starszego. Udało się. Ale nie do końca w jednym kawałku go drużyna ma.

Na marginesie muszę wspomnieć o największym minusie ostatniej sesji. Mianowicie sesja ta była sponsorowana przez cyfrę 64.

Kategoria: Uncategorized

Prawda i zaufanie.

Wzięło mnie jeszcze na jedną refleksję. Mianowicie co w sytuacji gdy MG zna świat wielokrotnie lepiej od graczy, wyciąga na nich jakiś syf z głębi 7 rozdziału, z 12 dodatku w którym pojawiło się to raptem w formie jednego akapitu czy nawet tylko zdania? Większość graczy w tym momencie buntuje się i krzyczy „Ale jak to ?!?!?!?”. I co powinien zrobić MG? Odpowiedzieć „Bo tak?” czy może raczej  cierpliwie tłumaczyć i wyjaśniać graczom skąd pewne rzeczy się wzięły. Do niedawna byłem zwolennikiem pierwszej opcji, ale dochodzę ostatnio do wniosków, że przez to gracze zbyt często czują się oszukani. Tak na prawdę można im zaufać i to wyjaśnić bez wdawania się w zawiłości mechaniki. Wszyscy będą szcześliwi.

A skąd tu zaufanie? Do graczy. Że. Będą. Tą. Wiedzę. Wykorzystywać. Mimo, że. Ich. Postacie. Nie. Mają. Prawa. Tego. Wiedzieć.

A jak wykorzystają? Przy następnej spornej sytuacji odpowiadasz:

„Raz wam zaufałem i wyjaśniłem. Zaczęliście to wykorzystywać pomimo jakichkolwiek podstaw fabularnych. Więcej tego błędu nie powtórzę. Trzecia zasada.”

Kategoria: "Felietony"

Słów kilka na początek.

Dwie złote zasady RPG:                                                                                                                                                                                                                                                                                                                 1.MG ma zawsze rację.                                                                                                                                                                               2. Jeżeli nie ma racji patrz punkt 1.

Ja od siebie dorzucił bym jeszcze jeden. „Jak nie podobają ci się powyższe zasady nie musisz grać”.

Ale ja nie o tym. Raczej o komentowaniu pracy MG. Zawsze byłem wyznawcą zasady, że to MG tworzy świat, przygodę i wszystko co z tym związane. I jako gracz to ja dostosowuję się do tego co ma do zaoferowania MG. Oczywiście pewne uwagi są jak najbardziej na miejscu, ale zmuszanie go żeby całkowicie i totalnie dostosował się do mnie/do graczy jest niedorzecznością. A to dla tego, że reguły ilu graczy tyle oczekiwań. Każdy MG ma swój styl i to gracze powinni dostosować się do niego nie na odwrót. Jeżeli jest to dla nich niemożliwe patrz zasada trzecia. Wiem, że w wielu względach jest to złe i prowadzi do błędnego koła o własnej zajebistości MG, ale ułatwia sprawę obu stronom. Ja jestem elastycznym Prowadzącym i zaczynam coraz bardziej przekonywać się, że to jest mój największy błąd. Dawanie graczom zbyt dużej swobody, zbytnie dopasowywanie się do nich powoduje, że człowiek traci swój styl. Nie twierdzę, że MG powinien całkowicie zamknąć się na sugestie graczy, ale powinny to być tylko sugestie. Nic na siłę działa w obie strony. Tak samo nie twierdze, że jestem idealnym MG i nie popełniam błędów. Robię ich mnóstwo i często bez uwag graczy bym ich nawet nie dostrzegł… Ale jak pozwalasz graczom by zaczęli Cię krytykować to zaczną próbować Cię zmieniać, a to już jest złe. Szczególnie jak gra się z więcej niż jedną ekipą.  Bawię się w RPG od 6 lat. Mam swój styl, swoje nawyki i tego już nigdy nie zmienię. Niedorzecznością jest wymaganie ode mnie, żebym zmienił się całkowicie, bo drużynie to czy tamto nie pasuje. Im nie, ale innej jak najbardziej wręcz idealnie to leży. Kwestia znalezienia złotego środka…

Mam mistrza gry, który jest wielkim fanem tajnych rzutów, co drażni mnie niemiłosiernie, ale grzecznie to znoszę, bo on jest MG i ma taki styl. Grywamy w Requiem, które znam bardzo pobieżnie i jakoś nie mam potrzeby tego stanu rzeczy zmieniać. I gdy MG mówi, że dzieje się to czy tamto, to ja nie krzyczę „NIE !!!” i nie żądam aby pokazał mi gdzie to jest w podręczniku tylko przyjmuję za pewnik skoro to on jest MG i zna ten system lepiej ode mnie. Nawet jak mi się to nie podoba. Bo MG ma zawsze rację. Ale gdy sytuacja się odwraca i ja coś prowadzę, a tu nagle pojawia się jakaś sytuacja, która nie podoba się graczowi/graczom i żądają ode mnie potwierdzenia w zasadach. Pierwsza zasada przepada. Ale znalazłem już na to sposób. Wszyscy powinni być szczęśliwi.

Kolejna sprawa, i tu z pokorą przyjmuję uwagę, to fakt, że raczej średnio korzystam z historii postaci dostarczonych przez graczy. Głównie dla tego, że ja głównie uważam iż historia postaci jest dla gracza i ma mu pomóc w czuciu i odgrywaniu swojej postaci. Do tego dochodzi fakt, że gracze często mają inną wizję na temat świata niż MG i ciężko pewne rzeczy wybić im z głowy. Teraz mam mocne postanowienie poprawy. Nie podam przyczyn tej decyzji. Może kiedyś.

I dostrzegam u siebie pewne oznaki wypalenia. Jednocześnie pisząc ten tekst znalazłem w sobie iskrę do dalszego prowadzenia, tylko pytanie co z tej iskry powstanie?

Teraz udaję się do kuchni by upichcić kilku NPC-ów.

Kategoria: Uncategorized

Strony